Piltover 2050 r.
To miał być zwyczajny dzień. Miał się nie różnić niczym innym od każdego nudnego dnia w służbie porządkowej w Piltover .
Byłem początkujący, ale wyróżniałem się na tle innych. Potrafiłem dokonać niesamowitych rzeczy, dlatego też powierzyli mi to zadanie.
Z początku nie wgłębiałem się w szczegóły, jednak starsi koledzy ze służby uznali mnie za samobójcę albo kolejnego wariata, który chciałby przejąć władzę nad światem.
Z tego powodu uznałem, że warto będzie, jeśli zapoznam się lepiej ze sprawą i poszukam w aktach odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
Tego dnia przeglądałem dokumentację i spisywałem raport ze swojego dyżuru. Dołączywszy do raportu nagranie rozmowy z zamkniętym przez nas obiektem, udałem się do przełożonego.
Miałem już nadzieję, że wrócę do domu, aby otworzyć piwo, wziąć leki i położyć się po długim, męczącym dniu spać.
-Już się zwijasz do domu, młody?-zaśmiał się pod nosem mężczyzna w czarnym garniturze. Spojrzałem na niego obojętnym wzrokiem i wzruszyłem ramionami. Kultura jednak nakazywała odpowiedzieć.
-Tak jestem zmęczony-mruknąłem, dopinając teczkę z dokumentami, które będę musiał przejrzeć, gdy będę miał czas. Oczywiście, będę miał "wolny" czas....
-Pewnie rozmowa z naszym obiektem Cię zmęczyła. Nie dziwię się, sam miałem kiedyś z tym problem... Ech dyrekcja zrzuciła na Ciebie ten ciężar. Współczuję-odpowiedział z wyrazem współczucia. O co im do cholery chodzi ? Naprawdę sam chciałbym wiedzieć.
-Dobranoc i do jutra-tym krótki zdaniem zakończyłem rozmowę. Zarzuciwszy na siebie płaszcz, udałem się w stronę drzwi wyjściowych z budynku. Nim przyłożyłem kartę do czytnika, dzięki której mogłem opuścić siedzibę, nastąpił wybuch.
W moją stronę biegli spanikowani pracownicy, którzy w popłochu szukali wyjścia ewakuacyjnego. Otępiały patrzyłem na to zamieszanie, gdyż moją uwagę przykuł czyjś śmiech. Kobiecy śmiech.
-Stójcie w miejscu, próbuję was trafić?!-moim oczom ukazał się obiekt X, a dokładniej niebieskowłosa, wytatuowana i uzbrojona dziewczyna o różowych tęczówkach, w których czaiła się iskra szaleństwa. W tamtej chwili dałem sobie sprawę, że jednak pogłoski o niej były prawdziwe. Zaraz za nią ujrzałem cały szwadron strzelców, którzy ją gonili, a on tylko śmiała się i uciekała.
-Czy kiedyś w ogóle zamierzasz mnie złapać? Czuję się trochę ignorowana! Czy mogłabyś się postarać trochę bardziej? Naprawdę, zaczynam się nudzić!-stałem jak wryty, słysząc te słowa.
-Padnij!-nawet nie zauważyłem, kiedy mój przełożony rzucił się na mnie, w wyniku czego upadliśmy oboje na ziemię. Jak mogłem nie zauważyć pocisku lecącego w moją stronę? Podświadomie znałem odpowiedź, ale nie mogłem w to uwierzyć, by ktoś taki jak ona przykuła moją uwagę.
-Dołącz do mnie, bawmy się-wypowiedziała te słowa z taką lekkością i podeszła bliżej mnie, tylko po to, by mi się przyjrzeć.
-Nudziarz-skomentowała moją osobę i rzuciła granatem, w głąb korytarza.
-Ups. No to pa! Trzeba coś zrobić z tym obrzydliwie nudnym miastem, do zobaczenia nudziarze!-krzyknęła, wyskakując przez okno, jednak tuż za nią biegła jakaś inna dziewczyna. Była ubrana w nasz najnowszy skafander bojowy, ale nawet mimo najnowszej technologii to samobójstwo rzucać się na uzbrojonego strzelca wyborowego!
-Co się gapisz ?!-warknęła i dodała złowrogo w stronę obiektu X-Stój w miejscu ty cholerna anarchistko!-próbowała trafić dziewczynę, ale to było bezskuteczne, gdyż sprawczyni tego zamieszania robiła idealne uniki.
-O... Cześć Vi, dawno się nie widziałyśmy-niebieskowłosa z uśmiechem uniknęła kolejnego ciosu. W tym momencie zauważyłem, że gdy ta Vi próbowała ją trafić, to różowooka wyciągnęła z paska mały pistolet.
-Vi padnij!-wrzasnąłem i rzuciłem się w stronę dziewczyny, która na zawołanie odwróciła się w moją stronę.
-Bye, bye!-krzyknął obiekt X, wystrzeliwując na pożegnanie w naszą stronę serię pocisków.
-Brawo idioto dałeś jej uciec!-warknęła Vi, ale ja jej nie słuchałem. Dopiero teraz zacząłem zdawać sobie sprawę, że teraz wszystko się zmieni...
